Z samodzielną wyceną numizmatów jest jak z chodzeniem po polu minowym – prędzej czy później popełnisz błąd. Nie mając wiedzy, stajesz się łatwym celem dla internetowych pseudoznawców i naciągaczy. Nie musisz jednak dawać się zwodzić na manowce. Oto zestawienie najczęstszych błędów, przez które początkujący kolekcjonerzy wyceniają swoje zbiory z kosmosu.
1. Wycena na podstawie ofert „Kup Teraz” (OLX, Allegro, eBay)
To, że ktoś wystawił zardzewiałą dwuzłotówkę za 50 tysięcy złotych, znaczy tylko tyle, że ma bujną wyobraźnię i musi zapłacić rachunek za prąd. Ceny ofertowe na portalach to wyłącznie fantazje sprzedających, kompletnie oderwane od rzeczywistości. W numizmatyce patrzymy wyłącznie na twarde dane – na licytacje, które rzeczywiście się zakończyły, a towar został opłacony. Ceny ofertowe z OLX, eBay czy Etsy naeży włożyć między bajki.
2. Mylenie monet obiegowych z próbnymi
Podobny wygląd nie oznacza tej samej monety. Monety, którymi płacimy na co dzień, bito w setkach milionów sztuk. Skarb tkwi w detalach. Jeśli twój egzemplarz ma wybity napis „PRÓBA”, to jest to zupełnie inny walor, z minimalnym nakładem w porównaniu do obiegówki. Różnica w cenie to często przepaść między kilkoma groszami a tysiącami złotych. Wersja próbna monety zawsze będzie wilokrotnie więcej warta niż wersja obiegowa.
3. Ignorowanie potęgi rocznika
Z monetami jest jak z winem – rocznik ma kolosalne znaczenie. Te same monety, z tym samym wzorem, mogą drastycznie różnić się ceną tylko dlatego, że zostały wybite w innym roku. Świetnym przykładem jest tu moneta 10 groszy z 1973 roku bez znaku mennicy – to bardzo rzadka pozycja, warta nawet kilkanaście tysięcy złotych. Z kolei 10 groszy z 1974 roku, również bez znaku mennicy to absolutnie pospolita moneta skupowana na kilogramy. Skoro rocznik ’73 poszedł za grube tysiące, nie oznacza to, że twój ’74 jest wart chociaż ułamek tej kwoty.
4. Ślepota na stan zachowania
Moneta wyciągnięta z obiegu po 50 latach to nie jest „stan menniczy”. Stan zachowania to absolutny fundament wyceny. Moneta, która prosto z mennicy trafiła do klasera i nigdy nie uczestniczyła w obrocie gotówkowym kosztuje wielokrotnie więcej niż identyczna, porysowana i wytarta sztuka wyciągnięta z portfela. Różnicę widać gołym okiem. Jeżeli nie potrafisz sam ocenić stanu zachowania warto taką monetę pokazać numizmatykowi w skupie monet. Olsztyn jest miastem, w którym taki skup mieści się na ulicy Wyszyńskiego 5B.
5. Wiara w clickbaitowe artykuły na masowych portalach
Widzisz krzykliwy nagłówek „Masz taką monetę? Kolekcjonerzy zapłacą za nią 25 tys. zł!” na znanym portalu internetowym? Zamknij zakładkę. To tania manipulacja pod kliknięcia. Dziennikarze tych serwisów rzadko mają pojęcie o numizmatyce, a zdjęcia zazwyczaj celowo pokazują pospolite monety z obiegu, żeby wprowadzić cię w błąd. Nie nabijaj im portfela. Gwarantuję, że nie znajdziesz w portfelu monety 5 zł z Nike z 1932 roku, a dokładnie taką monetę miał na myśli „redaktor” piszący ten artykuł.
6. Histeria wokół znaków mennicy
Znak mennicy (lub jego brak) robi różnicę tylko w bardzo wąskim procencie przypadków na polskim rynku. Legendy miejskie napędzają ten mit. Wyjątkami, na które warto zwrócić uwagę, są wspomniane wcześniej 10 groszy z 1973 r. (brak znaku) oraz 5 złotych z 1932 r. z Głową Kobiety (bite w Warszawie, ze znakiem mennicy). W reszcie przypadków to zwykły szum informacyjny.
7. Złudzenia dotyczące lat 1990-1995
Przeczytałeś, że obiegówki z wczesnych lat 90. są warte fortunę? Błąd. Ta złotówka, którą rzucasz na tackę w piekarni, jest warta dokładnie 1 złoty. Sam fakt przebywania w obiegu dyskwalifikuje ją z bycia drogim unikatem. Cenne są wyłącznie monety z tego okresu oraz banknoty z 1994 roku (seria AA), które zachowały się w idealnym stanie „prosto z drukarki/mennicy” (tzw. stan UNC).
8. Przekonanie, że każdy ciekawy numer seryjny to majątek
Masz banknot z numerem z datą swoich urodzin? Świetnie, ale dla rynku jest to bezwartościowe. Banknot obiegowy zyskuje na wartości wyłącznie wtedy, gdy układ cyfr jest obiektywnie rzadki na skalę kolekcjonerską lub jest to rzadka seria zastępcza.
Za co rynek chce płacić:
-
Niskie numery seryjne (np. XX0000001, XX0000005)
-
Wszystkie cyfry jednakowe (tzw. solidy, np. XX7777777)
-
Numery w ciągach (tzw. rabina, np. XX1234567)
-
Rzadkie serie zastępcze z 1994 roku: dla nominałów 10 zł, 20 zł i 50 zł poszukiwana jest seria ZA. Przy banknocie 100 zł jest to seria YA, natomiast dla 200 zł rzadkie są obie – ZA oraz YA. W przypadku banknotu 500 zł takich poszukiwanych serii zastępczych po prostu nie ma.
9. Niezrozumienie fenomenu „odwrotek”
Odwrotka to moneta bita stemplem odwróconym (awers do rewersu obrócony o 180 stopni). W Polsce bije się monety stemplem zwykłym, więc znalezienie u nas „odwrotki” to błąd menniczy podnoszący wartość. Haczyk? W wielu krajach, takich jak USA, Francja czy Szwajcaria bicie stemplem odwróconym to standard. Zagraniczna moneta „do góry nogami” wcale nie musi być błędem – to po prostu jej normalny wygląd. Zrób research zanim ogłosisz sukces.
10. Naciąganie na „numizmaty” z rzekomo narodowych mennic
Na rynku żeruje mnóstwo prywatnych firm, które wplatają w swoje nazwy słowa typu „mennica” czy „narodowa”, sugerując państwowy autorytet. Sprzedają „numizmaty” w abonamencie, często wykonane z miedzioniklu, tylko pomalowane na złoto, dołączając do nich nic niewarte certyfikaty autentyczności. Nawet jeśli jest to kruszec, ceny potrafią być zawyżone dziesięciokrotnie w stosunku do wartości metalu. Przy próbie odsprzedaży stracisz większość zainwestowanego kapitału. Nie wszystko złoto, co ci reklamują.
Artykuł powstał przy udziale fachowej wiedzy numizmatyka z https://www.wiedza-o-monetach.pl/. Jeżeli nie wiesz czy Twoje monety są warte więcej to po prostu wypełnij formularz wyceny znajdujący się na tej stronie.
